Ukryta archeologia – 5 przyczyn ukrycia. Temat urodzinowy

Ukryta archeologia to temat, o który pytacie mnie w mailach bardzo często.
Trzy najczęściej zadawane pytania brzmią:
Czy coś takiego jak ukryta archeologia istnieje?
Co myślę o dowodach, jakie przedstawiają zwolennicy „ukrytej archeologii”?
Dlaczego nie poruszam tego tematu na Podkopie?

 

Dzisiaj postanowiłam na nie odpowiedzieć. Co roku z okazji urodzin bloga pojawia się wpis nieco inny niż reszta, bardziej prywatny, tym razem będzie dotyczył ukrytej archeologii. Zmieniłam nieco tradycję blogową i w tym roku wpis urodzinowy powstał, gdyż urodziny obchodziłam kilka dni temu. Tak tym razem chodzi o moje urodziny, a nie Podkopu.
Mam nadzieję, że temat, jaki wybrałam spodoba Ci się.

Czy coś takiego jak ukryta archeologia istnieje?

 

 

Ukryta archeologia lub też jak nazywają ją niektórzy zakazana archeologia, to w popularnym rozumieniu przeciwieństwo oficjalnej archeologii. To, co wiemy, co można zobaczyć w muzeach, ma być tylko poprawną wersją potwierdzającą przyjętą linię rozwoju ludzkości, przebieg dziejów. Poza tym, co jest w podręcznikach, ma jednak istnieć alternatywna wersja rozwoju kultury, religii, tradycji i samego człowieka. Jest ona skrywana przez samych badaczy, którzy nie uczą jej nawet swoich następców. To ostatnie zdanie będzie pierwszym punktem przyczyn owego ukrycia, o którym chcę coś powiedzieć.

 

Pięć przyczyn ukrycia

 

1 Dwie drogi do wiedzy – badający inaczej

 

 

Każdy człowiek, chcąc zdobyć wiedzę i fachowość w jakiejś dziedzinie ma dwie drogi do wyboru. Pierwsza jest powszechniejsza i prostsza – szkoła ucząca tej części wiedzy o świecie, tych umiejętności, które pragnie się przyswoić.
Napisałam, że jest to droga prostsza, bo mamy dostęp do wiedzy praktycznej i teoretycznej spisanej w księgach, zgromadzonej w instytutach badawczych a co najważniejsze do ludzi, którzy osiągnęli w większym lub mniejszym stopniu mistrzostwo fachu, który się nowicjuszowi marzy. Wystarczy być odpowiednio zdeterminowanym, by swoją wiedzę pogłębić, idąc tą drogą tak by ukrycie jakichś faktów, umiejętności czy wiedzy było przed takim zapaleńcem praktycznie niemożliwe. Oczywiście musi być on ostrożny, bo jest jednak w pewnym stopniu zależny od swojego Mistrza, który może go na egzaminie uziemić na krócej, dłużej lub na dobre.
Mistrz ma swoje teorie, wyznaje pewne prawdy i uważa pewne działania za jedynie słuszne.
Trochę przerysowuję, bo Mistrz, gdy jest naprawdę dobry, nie knebluje ucznia i nie zakłada mu myślowych kagańców. Mistrz jednak sam zwykle jest w szkole, gdzie zbierają się podobnie do niego myślący biegli w wiedzy.
Dobrym przykładem jest tu wyznawanie allochtoniczności lub autochtoniczności Słowian. Temat na czasie. Całe uniwersyteckie obozy broniące swojego punktu widzenia są mocno okopane. Zainteresowani tematem czytelnicy Podkopu wiedzą, która grupa jest za czym.
Gdy nowicjusz idący pierwszą drogą szczęśliwie dobrnie do końca nauki, dostanie laurkę potwierdzającą, że wiedzę zdobył pod opieką Mistrzów, może swoje zdanie wypowiadać głośno.

 

Druga droga zdobycia wiedzy i zgłębienia tajemnic fachu jest trudniejsza i łatwo na niej pobłądzić. Dostęp do wiedzy spisanej może być utrudniony. Jest tak nie tyle z braku dostępu do odpowiedniej półki w bibliotece a wiedzy, że taka półka z księgami w ogóle istnieje. Trzeba mieć dużo samozaparcia, by szukać samemu. Rzadko jest się jednak samemu na tej drodze. Zwykle prędzej czy później pojawiają się tutejsi Mistrzowie. Nie przeczę, że niektórzy pokończyli kiedyś szkoły, idąc prostszą pierwszą drogą, ale większość to zapaleńcy szukający wiedzy samodzielnie, trochę po omacku.
Dość często relacja Mistrz – Uczeń zmienia się tu w zależność Mistrz – Wyznawca. Często też tak Mistrzowie, jak i dopiero wstępujący na tę drogę zdobycia wiedzy z góry są nastawieni antagonistycznie do wszystkiego, co kojarzy się z pierwszą prostszą drogą. Czasem mam wrażenie, że im dziwniejszy pomysł pojawi się wśród kroczących nią, tym większe znajdzie uznanie.

 

Szkoda, że grupy idące tymi dwoma drogami nie potrafią ze sobą rzeczowo rozmawiać, uznać wiedzy drugiej strony, gdy taką przedstawia i przyznać się do błędu, gdy się go popełni.
Siedzą okopani naprzeciw siebie, często szydząc z siebie nawzajem, a podobno obydwie grupy szukają wiedzy, chcą odkryć zakryte i dotrzeć do prawdy.

 

Moim skromnym zdaniem bronią jedynie swojego ego, a z obydwu grup dojście do tego, jak było naprawdę, pasjonuje nielicznych. Ci potrafią docenić wiedzę, fachowość i pomysły drugiej strony. Pamiętają też, że chociaż Mistrzowie i szkoły są bardzo stare, to jednak odkrycia bywają dokonywane najczęściej przez zapaleńców, z których wielu nie miało laurki ukończenia szkoły.

 

Nieporuszanie pewnych tematów czasem jest spowodowane uznaniem ich za infantylne, bo przecież wszyscy wiedzą, że …

 

Chciałabym by każdy Mistrz i Uczeń był jak dziecko i cierpliwy rodzic jednocześnie, by odpowiadał na tysiące prostych, czasem podstawowych lub kłopotliwych pytań po kilka razy dziennie. Tak postępując, faktycznie odpowie się, wyjaśni niezrozumiałe dziecku, a czasem dziecko zmusi rodzica do nowego spojrzenia na problem.

 

2 Kultowy – religia ponad wszystko

 

 

Dziwne artefakty, miejsca, powinny powodować stawianie wielu pytań jednak często mamy narzucony sposób postrzegania ludzi żyjących tysiąclecia przed nami, jako prymitywnych, prostych. W naszych oczach nie rozumieli wielu zjawisk z otaczającego ich świata i wszystko tłumaczyli sobie działaniem bogów i duchów. Szukamy więc świątyń, ołtarzy i przedstawień owych bogów, a gdy ich nie ma w oczywistym kontekście, to odnajdujemy w nowym, niejednoznacznym lub wziętym z sufitu – za przeproszeniem. Być może ich świat mocno przeplatał się z tym, w co wierzyli, kogo czcili, jak rozumieli nadnaturalne, ale nie mamy takiej pewności. Owe figurki, ołtarze, świątynie niekoniecznie nimi były.

 

W ilu mieszkaniach centralny punkt na ścianie, w kierunku, którego są zwrócone wszystkie siedziska to telewizor?
Bez wątpienia jest on rodzajem bóstwa a przekaz, jaki z niego płynie kształtuje współczesne społeczeństwa. Nie można jednak powiedzieć, że szafka pod telewizor to ołtarz zaś on sam to usta boga. Sądzę, że zbyt szybko przyklejamy etykietki z rolą, jaką pełniły do odnajdowanych miejsc i przedmiotów.

 

3 Słowa wytrychy – wyjaśnią niewyjaśnione

 

 

Słowa wytrychy pozwalają szybko i bezboleśnie otworzyć drzwi czasem nawet bez szukania zamka. Umożliwiają uniknięcia postawienia kłopotliwych pytań, poddania w wątpliwość dotychczasowego poukładanego obrazu dziejów.

 

Bogini matka – chłopy kiedyś były inne

 

Figurki, obrazy mniej lub bardziej nagich kobiet są dość często odnajdowane od tych najstarszych, nazywanych paleolitycznymi Wenus po współczesne szuflady w biurkach korporacyjnych przedstawicieli płci męskiej.
Pisałam na ten temat już wcześniej tu

 

Kobieta w starożytności – wstęp

 

 

To byli koczownicy

 

 

Co jakiś czas nagle wywraca się obraz tego, co znajdujemy w wykopaliskach, stare gwałtownie ginie, coś się przewala przez tamten świat i znika. Odpowiedź to zwykle koczownicy przyszli, zniszczyli i poszli, dlatego nie można o nich wiele powiedzieć. Wędrówki ludów mają złożone przyczyny, a spadają na ludzkość cyklicznie raz za razem. Mam wrażenie, że całkiem sporo z tego, co nazywamy śladami koczowników to po prostu fragment takiego ruszenia przed siebie ludów. Widzimy jednak zbyt mały wycinek, by zobaczyć, że koczownicy byli tylko wędrowcami z punktu A do punktu B.

 

 

Groby książęce i pałace – władcy wiecznie żywi

 

 

Bogate groby zwłaszcza te kurhanowe są nazywane książęcymi, chociaż nie mamy pojęcia, kim byli pochowani w nich ludzie. Samo wyróżnienie ich w postaci większych darów grobowych z automatu upoważnia do nadania im tej nazwy. Wiem, że takie rozumowanie wydaje się logiczne z naszego punktu widzenia, ale – i tu pogdybam jak dziecko – być może to oni są darem dla kogoś, a skromniejsze groby należą do normalnych ludzi i elit tego miejsca.
Podobnie jest z pałacami czy raczej większymi niż inne budynki z tego okresu – sama nazwa „pałac” narzuca przyjęcie pewnego sposobu funkcjonowania tego starego społeczeństwa. Czy na pewno składało się z książąt mających władzę i reszty?
Warto być otwartym na inne możliwe interpretacje funkcji budynku- sposobu funkcjonowania ludzi w tym miejscu.

 

4 Technologia – to się w głowie nie mieści

 

 

Z założenia przyjmuje się, że w starożytności pewnych technologii nie znano, nie stosowano. Nie, bo nie i basta.
Nie szukano ich śladów, bo ich tam ma nie być.
Bywa, że znajduje się coś, co wykonano w sposób, jaki trudno nam rozgryźć. Wtedy szuka się w zasadzie tylko prostego wyjaśnienia, nie dopuszczając do siebie myśli, że jako cywilizacja mieliśmy technologię, która poszła w zapomnienie. Zostały po niej jedynie budynki czy pojedyncze przedmioty.

 

5 Dogmat — związuje ręce i zamyka usta

 

 

Dogmat jest bardzo niebezpieczny, niezależnie gdzie jest użyty, czy to w nauce, czy religii, czy życiu prywatnym. Przez dogmat rozumiem „twierdzenie przyjmowane za pewne i prawdziwe jedynie na mocy autorytetu osoby, która je wygłasza”.

 

 

Co myślę o dowodach, jakie przedstawiają zwolennicy „ukrytej archeologii”?

 

 

Ciężko sporo z nich nazwać dowodami. Gdy czytam o łańcuszku znalezionym w XIX wieku w bryle węgla, mogę jedynie powiedzieć – ciekawe, jeżeli to prawda.
Nie ma bryły, łańcuszka, dokumentacji. Jest tylko relacja. Za mało by wyciągać wnioski, na których ma coś być zbudowane.
Czasem dostaję od czytelników zdjęcia lub filmy, jakie znaleźli w necie, mające przedstawiać na przykład kości odkopywanych właśnie gigantów. Czasem czuję się zażenowana naiwnością osoby, która mi to przysłała i bezczelnością tej, która nie będąc mistrzem Photoshopa, to stworzyła. To właśnie takie chamskie „dowody” na poparcie alternatywnych teorii dziejów skutecznie odstraszają ludzi od wsłuchania się w argumenty na jej poparcie.

 

Dlaczego nie poruszam tego tematu na Podkopie?

 

 

Poruszam i to dość często tylko nie widzę tego zakazu i nie mam problemu z zadawaniem pytań ani odpowiadaniem na nie.
Pisząc o tym, że Biblia jest wiarygodnym źródłem, dla wielu wchodzę w orbitę alternatywnej archeologii, bo przecież wiadomo, że Biblia to bajki, Boga nie ma.
Może jestem naiwna, ale wciąż wierzę, że ludzie, jeżeli tylko wykażą odrobinę dobrej woli i chęci, mogą z sobą rozmawiać, mając nawet skrajnie różne rozumienie spraw. Wystarczy zapanować nad uczuciem, że ktoś, przedstawiając swoje zdanie, które jest czasem dla nas niewygodne, narzuca nam swój sposób myślenia.
Gdy w rozmowie pojawiają się emocje, może być gorąco, ale dopóki liczą się argumenty, da się pogadać. Będzie to w iście włoskim klimacie- głośno, ekspresyjnie, ale nadal po ludzku. Gdy argumenty zastępują pogarda, szyderstwo czy kpina dialog się kończy.

 

Beata

 

Wcześniejsze wpisy urodzinowe:

 

Dzisiaj są moje urodziny – trzecie

 

Gryfy – mityczne stwory ciągle żywe

 

 

5 naj z archeologii biblijnej na 5 urodziny bloga

 

 

Brak komentarzy

Komentarze trzymające się tematyki artykułów na Podkopie są publikowane niezależnie od tego, czy są pozytywne czy negatywne. Te zawierające wulgaryzmy, hejterskie, spamujące linkami niezwiązanymi z komentowaną treścią, nie są publikowane. Obrażanie innych komentujących, osoby wymienione w artykule lub mnie, autora Podkopu, zaowocuje blokadą konta.

Zostaw komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Translate »