Mamy wyjątkowo mroźną zimę, jak może się wydawać po tych ostatnich ciepłych latach, no powiedzmy trzech dekadach. Ta zima zaskoczyła nas śniegiem i minusowymi temperaturami. No faktycznie dziwne, że zimą pada śnieg, czasem nawet tworzą się zaspy. Czasem czuję się jak dinozaur, bo pamiętam normalne zimy, gdy rano tata musiał odkopywać samochód, który nie zawsze odpalił po nocy pod domem. By pozjeżdżać na sankach, wystarczyło wyjść na najbliższe wzniesienie, bez konieczności wyjazdu w góry. Dzisiaj zamarzam przy -5 C, a przecież – 20 C, to była zimowa temperatura. No dobra, przyznaję się, jestem zmarzluchem. Trzeba przyznać, że dla wielu, np. generacji Z, ilość śniegu i mrozik, skute lodem rzeki w tym roku to widok niezwykły.
Nie jest to może zima zapowiadająca wieszczony przez Skandynawów Ragnarök, który ma zakończyć istnienie naszego świata, ale może jego początek?
Poprzedzić ma go długa, trwająca trzy lata zima, której efektem będzie wielki głód.
Mity mają często swój początek w prawdziwych wydarzeniach, o ile nie są wizjami czasów przyszłych. Tu nie wykluczam tego drugiego, a oczekiwanie na Ragnarök mogło mieć swoje źródło w prawdziwym doświadczeniu ludzi północy, gdy przyszła długa, trwająca kilkanaście miesięcy zima i głód zatruwający im życie przez kolejne lata.
Ten mroźny i głodny czas dotknął nie tylko ludzi z dalekiej północy. Długa zima zapanowała nawet w Chinach, praktycznie na całej północnej półkuli. Tam, gdzie nie spadł śnieg, nie było temperatur bliskich zeru i tak ochłodziło się znacznie.
Zimno nie było jednak najtrudniejsze do przetrwania dla ludzi, zwierząt i roślin. Bez słońca trudno żyć, a ono przygasło na 18 miesięcy. Światło słoneczne było tylko cieniem tego czym powinno pieścić wszystkie żywe stworzenia, rozgrzewać ziemię i skały.
Starożytni wspominają, że jego blask był nikły jak podczas zaćmienia. Prokopiusz porównał go do blasku księżyca, Kasjodor wspomina, że był tak słaby, że człowiek nie widział swojego cienia nawet w południe.
Przez ziemię Europy, Bliskiego Wschodu i Azji przetaczała się dziwna, gęsta, sucha mgła.
Działo się to w 536 roku naszej ery.
Ten rok był początkiem bardzo trudnej dekady, a uderzenie klęsk zimna, ciemności, głodu, jakie wtedy spadły na świat, karze go uznać za najgorszy rok w historii ludzi.
Nic nie zapowiadało katastrofy, a przynajmniej do naszych czasów nie został ślad po takich ostrzeżeniach. Ówczesny świat gnał do przodu, jego wielcy planowali nowe wojny, handlowano, budowano, tworzono, niszczono – trwały ot zwyczajne, całkiem dostatnie czasy.
Ciekawa jestem, co myśleli ludzie, gdy słońce przygasło, ziemie na kilkanaście miesięcy okryła ciemność. Ilu z nich uznało to za znak od boga/bogów, że czas się zatrzymać i nieco przemyśleć sposób życia?
Patrząc na to jak w najlepsze, przez kolejne lata i dekady, mimo głodu i zimna nadal się mordowano, wojowano i podbijano, niewielu takich było. Chociaż z głodu wymierały osady od dalekiej północy po ciepłe ziemie okalające Morze Śródziemne i dalekie Chiny. Być może to wtedy narodziło się oczekiwanie na Ragnarök i jeszcze dłuższą zimę.
Racjonalizm i tak zwane trzeźwe myślenie karze nie dopatrywać się w tych wydarzeniach kary zesłanej na ludzi z niebios, jednak jest to trudne ze względu na ciąg dalszy, jaki miał nadejść.
W 542 roku do Bizancjum, Europy i północnej Afryki przyszła zaraza nazwana plagą Justyniana od imienia cesarza, który był wtedy panem tego co zostało z dawnego imperium Rzymu. Odbudowanie wielkości szło mu całkiem nieźle, a także stawianie budowli, które podziwiamy do dzisiaj jak wzniesiona w Konstantynopolu Hagia Sofia czy Basilica di San Vitale w Rawennie.
Zaraza Justyniana była dżumą, ale co spowodowało ciemność, dziwne mgły i głód?
Zarazy zmieniały bieg historii nie raz, o czym przeczytasz lub posłuchasz – jest wersja audio, klikając w Historia mikrobami pisana
Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Stawia się na wybuch wulkanu lub raczej ich serię.
W 1815 wystarczył jeden wybuch indonezyjskiego wulkanu Tambora, by spowodować podobne efekty. Rok 1816 przeszedł do historii jako rok bez lata na półkuli północnej.
W 1883 wybuch Krakatau, którego siła porusza wyobraźnie do dzisiaj.
W 536 roku do atmosfery popioły wystrzeliły prawdopodobnie Krakatau, Tavurvur na Nowej Gwinei, któryś z Islandzkich wulkanów, Ilopango w Salwadorze. Nie wiemy, jak bardzo ziemia zionęła ogniem, ale nie były to małe fajerwerki, sądząc po popiołach wulkanicznych zachowanych w lodzie a datowanych na ten czas.
Wiadomo za to, że ciemność i zimno jakie okryły ziemie, wprowadziły ludzkość w nowe czasy. Budował się nowy porządek świata. Starzy giganci znikali, na arenie dziejów zaczynały pierwsze skrzypce grać nowe ludy. Właśnie urodził się Mahomet a w bitwie pod Camlann miał zginąć król Artur.
Ciekawe, że w 1815 roku także ustalono nowy porządek świata, a cień decyzji podjętych na Kongresie Wiedeńskim ciągnie się za nami do dzisiaj. Hm, a może mamy czas kolejnej zmiany hegemonów, systemu władzy, gospodarki. Wszystko, czego dzisiaj brak by dać kropkę nad „i” tworzeniu się nowych ładów, resetów i jak to tam nazywają sobie panowie świata to strzelające w niebo fajerwerki ognia, pyłu i pumeksu z superwulkanu.
Wypatruję wiosny, chociaż mroźne widmo Ragnaröku i ciemności nie chce ustąpić.

Do napisania.
Beata
Uważasz, że artykuł może się komuś przydać – prześlij go dalej.
Chcesz być informowany o nowych wpisach na Podkopie subskrybuj go na maila (w bocznej kolumnie strony).
Pomożesz mi w utrzymaniu i rozwoju Podkopu stawiając mi „kawę” lub zostając Patronem Podkopu.

Brak komentarzy
Komentarze trzymające się tematyki artykułów na Podkopie są publikowane niezależnie od tego, czy są pozytywne czy negatywne. Te zawierające wulgaryzmy, hejterskie, spamujące linkami niezwiązanymi z komentowaną treścią, nie są publikowane. Obrażanie innych komentujących, osoby wymienione w artykule lub mnie, autora Podkopu, zaowocuje blokadą konta.