Małe kulki i duże kule starożytnych

Gdy byłam dzieckiem lubiłam grać w kulki. Pewnie znasz tę grę, gdy szklanymi kulkami różnej wielkości próbuję się trafić w dołek. Te szklane, dziecięce skarby, zwykle miały w środku dziwne kolorowe esy-floresy, kwiatopodobne wzory i ozdoby. Nie mam pojęcia czy służyły tylko i wyłącznie do gry, czy miały też jakieś inne bardziej praktyczne przeznaczenie. Na pewno były ładne w oczach dziecka.
Nieco mniejsze kulki wykorzystywałam w akwarium, by upiększyć dno i ułatwić sobie sprzątanie. Nie sądzę jednak by także tych mniejszych i mniej ozdobnych szkiełek było to pierwotne przeznaczenie. Tak jak w dzieciństwie tak i dzisiaj nie mam pojęcia, czym właściwie były te kulki i do czego miały służyć.
Na świecie jest dużo takich dziwnych kuleczek, kulek, kul i kulisk, zbudowanych z różnego materiału, o niewiadomym pochodzeniu, procesie czy też przyczynie powstania, które nie wiadomo do czego mogły służyć.
Najciekawsze i zadziwiająco często odkrywane są duże, czasem wręcz gigantyczne kamienne kule, rozsiane po całym świecie. Najbardziej znane wśród nich to kule z Kostaryki.
Ile ich jest, do dzisiaj nie wiadomo, ale zazwyczaj mówi się o około 300. Nie wiadomo dlatego, że gdy je odkrywano, ludzie przygarniali takie większe i mniejsze kule jako ozdoby swoich ogrodów, domów, czasem rozłupywali je na kawałki, by sprawdzić, co kryje ich wnętrze.
Nie wiadomo też kto i kiedy je zrobił.

 

 

Kula ze zbiorów Metropolitan Museum o średnicy 67 cm i wadze 385 kg. Źródlo The Metropolitan Museum of Art

 

 

I tu ważna uwaga – tylko w przypadku kul z Kostaryki jest od ich odkrycia, praktycznie pełna zgoda co do tego, że nie są to wytwory sił natury a dzieła rąk ludzkich.
Ten niezwykły status dało im towarzystwo innych zabytków jak ceramika, którą odnajdowano razem z nimi. Wrócę później jeszcze do ich statusu dzieł rąk ludzkich, tak różnego od całych stad innych kul rozsianych po świecie. Słowo „stado” padło tu nieprzypadkowo, bo zazwyczaj kule są odkrywane w mniejszych lub większych grupach, które do tego zachowują, jak gdyby jakiś ład, porządek czy też sens, w tym grupowym ułożeniu.
W latach 30 ubiegłego wieku naukowcy zainteresowali się owymi wielkimi kamiennymi kulami z Kostaryki. Starano się jej jakoś datować, umieścić na linii czasu ich powstanie.

 

W przypadku kamienia jest to naprawdę trudne. Geolog powinien starać się rozgryźć, kiedy ten kamień powstał, w jakim procesie, co nadało mu taki, a nie inny kształt. Skoro opinię miałby wydać geolog, to jak się domyślasz, zacznie opowieść o setkach tysięcy lub milionach lat. Jednak tym razem nie poproszono o pomoc geologów a archeologów.
Uznano, że skoro kulom towarzyszą inne przedmioty wykonane ręką ludzką to i one tak powstały. Datowano je więc tak jak odnalezioną obok ceramikę co w praktyce znczy, że przyjmuje się dla nich datowanie tej ceramiki jako moment powstania. Zazwyczaj jest podawany długi okres od 500 do 1500 n.e. Największa z kul ma prawie 2,5 metra średnicy. Kule są idealnie okrągłe i często opisywane, jako idealne, chociaż tu można by się spierać.
Uznano, że wykuć czy też wystukać młotkiem mieli je Indianie, którzy są twórcami znalezionej obok nich ceramiki. Uznano też, że kule odnalezione w jej towarzystwie są w miejscu pierwotnym, nieruszone. Niektórzy badacze dopatrzyli się na ich powierzchni nawet śladów młotka, przy pomocy którego miano je wykuć.
To tak naprawdę tylko gdybologia, ale akademicy wiedzą swoje i basta.

 

Kule mogły się tam sturlać, być przewiezione na długo wcześniej nim pojawiła się ceramika. Twórcy ceramiki mogli je przesunąć na inne miejsca i tak dalej. Młotkowego, wymachującego ile sił w rękach swoim narzędziem, będącego ich twórcą co prawda widzi niewielu, ale jednak.
Kłopotliwa stała się sprawa wielkich kul występujących zazwyczaj stadnie, gdy odnajdywano ich coraz więcej na całej ziemi.
Trafili się też tacy naukowcy, którzy uważali, że są to twory jak najbardziej naturalne. Niezależnie od tego, czy są małe, czy mają ponad 2 metry średnicy, miały powstać w zupełnie naturalny sposób. Co prawda nie wytłumaczyli procesu, który miał doprowadzić do tego idealnego toczenia kamieni w tak doskonale okrągłe obiekty, ale jak to z hipotezami i teoriami bywa, nie zawsze muszą one mieć racjonalne wytłumaczenie. Wybuchy wulkanów, toczenie kamieni przez lodowce lub fale morskie, to jedne z cudownych sił proponowanych jako twórcy olbrzymich kul.

 

Ogromne kamienne kule odnaleziono na początku naszego stulecia w Bośni. Trafiają się tam okazy ponad 3-metrowe i ważące około 30 parę ton. Tak jak te z Kostaryki, są piękne, okrągłe i nie wiadomo kto, kiedy, jak i dlaczego je stworzył. Bośniackie kule praktycznie wszyscy uznają za twory naturalne, w przeciwieństwie do tych z Kostaryki.
Dlaczego tak jest?
To ciekawe pytanie, ale od czasu Kostaryki niemal odgórnym nakazem uznaje się te cuda za wytwory sił natury. Nie ważne, że różnią się wielkością, miejscem występowanie, materiałem, z którego powstały, tym, że część z nich jest pusta w środku a część to lite skalne twory często z wyraźnym jądrem.
W Bośni odkryto coś jeszcze, coś, co nazwano Piramidą. Czy to piramida, czy nie piramida tego nie wiem, ale miejsce jest dość dziwne. Jest tam coś jakby droga. To jedno z tych miejsc i tych tematów, o których się nie mówi głośno, bo nie wypada, bo przecież to takie głupoty — piramida w Bośni, wielkie kule w Bośni. Takie dziwy i cuda nie w Europie!
Dzisiaj łatwo być nazwanym foliarzem wspominając o pewnych zjawiskach, miejscach, artefaktach. Bośniackie cuda należą do takich tematów „foliarskich”.
Wielkich kamiennych kul występujących stadnie jest jednak o wiele, wiele więcej niż tylko w tych dwóch miejscach. Zobaczyć je można w różnych częściach świata i większość z nich to naprawdę spore okazy, są i takie których ułożenie na pewno nie jest wynikiem naturalnych procesów geologicznych jak pępek świata z Wyspy Wielkanocnej – Te Pito Te Henua.

 

Można kamienne kule znaleźć całkiem blisko południowej granicy Polski w wiosce Megoňky w północno-zachodniej Słowacji, 40 km na południe od Cieszyna. Jeszcze ich nie widziałam, ale mam nadzieję, że mi się to uda.

Na plaży w Nowej Zelandii leżą kamienne kule nazywane Głazami Moeraki. Podobnie jak w innych częściach świata i tu lubią występować w grupach, chociaż ocean na pewno majstrował przy ich położeniu.
Gigantyczne kamienne kule odnaleziono na wyspach archipelagu Franciszka Józefa, na dalekiej północy. Wprawiły one naukowców w stan „wstrząśnięci, ale nie zmieszani”, bo przecież to siły natury zatulały kule o 2 m średnicy na koło podbiegunowe, na wyspy Champa i Heissa.

Geolodzy prześcigają się w wymyślaniu teorii, jak miały powstać, archeolodzy o to, czym były – oczywiście tylko te z Kostaryki, a „foliarze” zadają coraz bardziej kłopotliwe pytania.

 

Zastanawiam się, czym są, z jakiego czasu do nas trafiły te relikty i dlaczego prawie takie same, około 2-metrowe doskonale okrągłe kule są rozrzucone po całym świecie? Czyżby ktoś sobie z nami w kulki leciał i zostawił nam takie ślady świadczące o tym, że na całej Ziemi była kiedyś jedna cywilizacja używająca tych samych kulek?
Tylko nie zostawili wskazówki, do czego ich używali, czym one są. Hm, a może zostawili, tylko jesteśmy zbyt zajęci udowadnianiem naszych pomysłów (tak akademicy, jak i „foliarze”), by je dostrzec i tu jest problem.

Oceniamy wszystko, co materialne przez skrzywioną percepcję ludzi wychowanych w cywilizacji technicznej, w której poziom skomplikowania układu śrubek, kulek zębatych, przekładni, kabelków i procesorów, decyduje o stopniu rozwoju i szacunku dla pomysłodawcy oraz wykonawcy tych cudów naszej cywilizacji.
Gdy patrzę na niektóre kulki starożytnych, zastanawiam się, czy na pewno idziemy dobrą drogą rozwiązań problemów, tworzenia rzeczy używając do tego maszyn i całej myśli technicznej, która podobno zrewolucjonizowała nasz ludzki byt.

 

Nie zawsze dziwne kulki są ogromne, bywają i poręczne małe
Na przykład takie szkockie kamienne kulki odnajdywane głównie w okolicach Aberdeenshire, ale nie tylko. Odnaleziono je także w Irlandii, Anglii, na Orkadach. Kule mają w większości średnicę między 7 a 9 cm. Są wykonane z kamienia o różnej twardości, od miękkiego piaskowca po granit. Skatalogowano ich ponad cztery setki.
Wyglądają jak kulka wielkości mandarynki czy pomarańczy pokryta wypustkami lub z przyklejonymi do powierzchni okrągłymi pulchnymi 3-4 plackami. Te z plackami są dla mnie najciekawsze, bo na ich powierzchni zwykle jest jakiś wzór i tak dochodzimy do numeru jeden wśród szkockich kulek, czyli odnalezionej w 1860 roku Towie ball. Zobaczysz ją tu Scottish History and Archaeolog a tu National Museums Scotland więcej wzorów kulek.

Widzisz te placuszki pokryte spiralami?

 

 

Rzeźbiona kamienna kula – Towie ball z Aberdeenshire. Źróło Johna Evansa „Starożytne kamienne narzędzia, broń i ozdoby Wielkiej Brytanii” Longmans, Green & Co. 1897. s. 421.

 

 

Spirale przewijają się tam, gdzie pojawili się ludzie, w czasie i przestrzeni, bez przerwy, to jeden z tych dziwnych uniwersalnych wzorów, symboli, którego znaczenie zapomnieliśmy.
Nie wiemy też, czym są szkockie kulki ani kto i kiedy je tworzył. Na pewno da się je zrobić przy użyciu kamiennych narzędzi, co jakiś czas temu udowodniono, odtwarzając jedną z tych pokrytych plackami. Pomysłów na to czym są, do czego były użyte jest sporo, a wszystkie oparte jedynie na bogatej wyobraźni badających je ludzi.
Większość znaleziono po prostu w ziemi, podczas orki. Ładnie nazywa się to w archeologii jako nieznany kontekst kulturowy. Jest on na tyle nieznany, że nawet wydatować trudno te cudeńka, mówi się, że powstały około 3200 -1500 p.n.e. Bywają nazywane neolitycznymi, a to pojęcie bardzo pojemne.
Tak naprawdę to mamy kulki wykonane nie wiadomo przez kogo, prawdopodobnie starsze niż 5000 lat o niewiadomym przeznaczeniu.

 

 

Kulki szkockie. Autor Kenneth Green.

 

 

Jest ich na tyle dużo, że najwyraźniej były ważne, ale na tyle mało i bez śladów zużycia, że nie były raczej bronią ani narzędziami. Raczej, bo nie mogę być pewna czy nie były na przykład jednorazowego użytku. Standardowo myślący badacz powie, że ich twórcy nie wkładaliby tyle wysiłku i pracy w coś przeznaczonego do jednego lub kilku użyć.
Jednak czy my nie wkładamy pracy, czasu i kasy tworząc „jednorazowe” rzeźby z lodu, organizując pokazy sztucznych ogni?
Ludzie ludźmi byli i są, czasy się zmieniały a oni nadal gonią za tym samym: za sławą, bogactwem, władzą, podziwem, miłością et cetera, et cetera.

Dziwnych kul i kuloodpornych tworów różnej wielkości starożytni zostawili nam sporo. Te ogromne leżą sobie od Kostaryki, przez Meksyk, Rosję, Kazachstan, Europę, Nową Zelandię i jeden Bóg wie, gdzie jeszcze i czekają na swojego odkrywcę. Małe trudniej zauważyć, ale jestem przekonana, że podobnych do tych szkockich, ziemia kryje jeszcze sporo w różnych zakątkach świata, nie tylko Europy . Czekają one na odkrywcę, który zrozumie kto z nami gra w kulki i dlaczego.
Ciekawe co by sobie pomyśleli ich twórcy słysząc wszystkie nasze teorie na temat ich powstania i przeznaczenia?

 

Do napisania

Beata

 

Następny artykuł:

o bardzo starym mieście, które zostało zdobyte przy użyciu maszyn bojowych kojarzących nam się z tymi, które znamy obecnie. Sceny zdobycia miasta i tego co działo sie po nim budzą przerażenie nawet w nas, ludziach znających pomysły dwudziestowiecznych wojen.

 

 

 

Na górze kamienne kule z Diquis wystawione w Museo Nacional de Costa Rica.  Autor Mariordo (Mario Roberto Durán Ortiz). Na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0

 

 

Brak komentarzy

Komentarze trzymające się tematyki artykułów na Podkopie są publikowane niezależnie od tego, czy są pozytywne czy negatywne. Te zawierające wulgaryzmy, hejterskie, spamujące linkami niezwiązanymi z komentowaną treścią, nie są publikowane. Obrażanie innych komentujących, osoby wymienione w artykule lub mnie, autora Podkopu, zaowocuje blokadą konta.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Translate »