Odkryto rzymski teatr w Jerozolimie

Niedawno izraelscy archeolodzy podzielili się dość sensacyjnym odkryciem, jakiego dokonali w Jerozolimie. Szukając starej drogi, która miała biec niedaleko Łuku Wilsona, odnaleźli coś, czego się kompletnie nie spodziewali w tym miejscu – rzymski teatr.
Wspominał o istnieniu takowego w Jerozolimie Józef Flawiusz w „Dziejach dawnego Izraela”.

 

 

 

„Nikt już teraz z rodu Hirkana nie pozostał przy życiu i Herod stał się absolutnym panem królestwa, bo nie było męża, który by miał tyle powagi, żeby móc położyć tamę jego gwałtom. Dlatego to coraz bardziej odstępował od praw ojczystych i prowadzając obce obyczaje podrywał stopniowo stary porządek rzeczy, który dotychczas pozostawał nienaruszony. Gdy więc zlekceważono to, co dawniej wiodło naród ku pobożności, i wtedy, i w późniejszym czasie spadło na nas wiele nieszczęść. Najpierw ustanowił na cześć Cezara urządzane co pięć lat igrzyska i zbudował teatr w Jerozolimie, a następnie na równinie potężny amfiteatr. Oba dzieła wzniesione z wielkim przepychem obce były duchowi obyczajów żydowskich”.

 

 

 

Do tej pory jednak nikt nie wie, gdzie je zbudowano.
Za to ten odkopany niedawno jest ulokowany obok Łuku Wilsona.
Łuk ten był przyklejony do zachodniej ściany Wzgórza Świątynnego. Opierała się na nim droga, którą ludzie wchodzili do świątyni, ale był też akweduktem dostarczającej wody niezbędnej, by można było składać ofiary, obmywań itd.

 

Jeżeli chcecie zlokalizować ten Łuk dzisiaj, to wyobraźcie sobie, że stoicie twarzą do Ściany Płaczu, po lewej macie Łuk Wilsona a po prawej Łuk Robinsona.

 

Kopiąc w miejscu sąsiadującym ze Wzgórzem, a raczej pod nim, bo na głębokości 8 metrów niżej niż obecny poziom ulic i placu w tym miejscu odkryto ten dobrze zachowany niewielki teatr rzymski.
Mógł pomieścić około 200 widzów.
Był zadaszony więc prawdopodobnie to odeon. Tego rodzaju teatry miały dobrą akustykę i odbywały się tam między innymi koncerty.
Nie wiadomo, kiedy i kto zlecił wybudowanie tak blisko miejsca świętego dla Żydów teatru.
Nie jest to raczej ten, o którym pisał Flawiusz, ponieważ nie ukończono go.
Zdobienia i schody są nadal nie dopracowane, jakby ktoś przerwał pracę niedługo przed jej skończeniem i już do nich nie wrócił. Izraelscy archeolodzy datują go na początek II wieku, tuż przed wybuchem powstania Bar Kochby w 132 roku.
Być może jednak powstał wcześniej, gdzieś między zburzeniem świątyni w 70 roku a właśnie rokiem 132. Taki nieskończony budynek został zasypany, może przez trzęsienie ziemi a może z innych powodów pogrzebano go kilka metrów pod ziemią. Dzięki temu zachował się w dobrym stanie i był niespodzianką dla nas.

 

Ktokolwiek wybudował ten przybytek sztuki, nie szanował kultury, religii ani tradycji żyjących tam ludzi, dla których ta ziemia była ojczyzną.
To było tak, jakby obcy przybysze pluli im w twarz.

 

Patrząc na to dzisiaj, gdy widzimy kościoły chrześcijańskie, synagogi, domy modlitw różnych religii sąsiadujące z supermarketami, halami sportowymi czy kinami może nie rozumiemy, co czuli Żydzi tysiąc osiemset czy tysiąc dziewięćset lat temu patrząc na ten przybytek sztuki oparty o wzgórze, na którym stała do niedawna ich Świątynia.
Takie narzucanie własnej kultury i wartości nazywamy dzisiaj ubogaceniem kulturowym. Gdy dzieje się to dobrowolnie i tubylcy chłoną inność i nowe wartości, przyswajają je i zaczynają się z nimi identyfikować, można powiedzieć tylko – taka kolej rzeczy, wszystko się zmienia.

 

Ten rodzaj ubogacenia przytrafił się Rzymowi.
Twardzi Rzymianie mieli kompleksy na puncie Greków.
W starożytności, po Aleksandrze Wielkim można powiedzieć, że Hellenowie i ich kultura, nauka rządzili.
Rzym wchłonął dawną Grecję, połknął ją, ale nie zjadł, to ona zmieniła Rzym.
Rzymianie pokochali sztukę i artystów pochodzących z Grecji. Język Hellenów był w tym czasie lingua franca całego świata śródziemnomorskiego.
Wykształcony Rzymianin musiał go znać. Dobrzy rodzice sprowadzali dla swoich pociech nauczycieli z Hellady, którzy kształtowali nowe pokolenia obywateli Rzymu.
Lekarze i cała medycyna grecka była ceniona. Cesarze i bogaci obywatele chcieli się leczyć u dobrego greckiego lekarza – całkiem jak dzisiaj.
Powoli zmieniał się gust, sztuka, a nawet ewoluowała religia rzymska tak bardzo, że dzisiaj czasem trudno odgadnąć ile Wenus w Artemidzie a Zeusa w Jowiszu. Parząc na rzymskie rzeźby, wiele razy można się zastanawiać czy to kopia czegoś z Grecji, czy tylko naśladownictwo.

 

Rzym i Grecja to dobry przykład na to, jak przegrany w sumie wygrał.

 

Rzymianie, chociaż byli łagodniejsi w swoim podbijaniu niż wielu misjonarzy średniowiecznego chrześcijaństwa, którzy nie szanowali podbitych/chrystianizowanych narodów.
W Judei raz po raz pokazywali jednak Żydom swoja wyższość.
Teatr obok świętego dla nich miejsca, plan budowy świątyni Jowisza na gruzach zburzonej świątyni.
Ich ubogacenie kulturowe innych nacji przebiegało pod hasłem będziesz jak my albo giń.
Miało oczywiście pewne półtony, bo Rzym lubił nowinki. On je kochał!
Dodawali więc coraz nowych bogów do swojego panteonu, nowe święta na ich cześć.

 

Rzym odrobinę się zmieniał przez wchłonięcie elementów kultur podbitych narodów, jednak te narody zostały zmienione do szpiku kości. Nawet półtora tysiąca lat po upadku Imperium Romanum nasze prawo bazuje na ich prawie, łacina i greka błąkają się, w każdym języku europejskim.

 

 

Historia magistra vitae est.

 

 

Z tej grecko-rzymskiej lekcji o ubogacaniu kulturowym jest jeden ważny wniosek – wygrywa ten, kto bardziej ceni swoje wartości i umie je sprzedać nowym.
Może to zrobić, pokazując wyższość swoich osiągnięć w kulturze, nauce i religii. Nawet gdy jest słaby może powoli, ale konsekwentnie urabiać obcego aż uzna, że przecież on kocha to 😉
Jest oczywiście i najskuteczniejsza metoda – wchodzi się do jakiegoś kraju i zdobywa go bronią, krzykiem, zmianą praw.
Koniec końców wygra ten, kto bardziej szanuje własne korzenie.
Szanuje swoje korzenie, nie znaczy, że gardzi obcymi.
Pogarda prowadzi prędzej czy później do bijatyki.

 

O odkryciu przeczytacie na stronie Live Science.

 

Tyle o teatrze obok Wzgórza Świątynnego w Jerozolimie.
Czas opowiedzieć wam o samym wzgórzu.

 

Beata

 

Zdjęcie Dr. Joe Uziel z Israel Antiquities Authority EPA/ABIR SULTAN

1 Comment

  • henryka 14 listopada, 2017 at 13:13

    Bardzo dziękuję Beato, szczególnie za wskazówkę
    „… stoicie twarzą do Ściany Płaczu…” Widzę to w wyobraźni, bo minęło dopiero parę m-cy jak zwiedzałam Jerozolimę . A terminu ubogacenia kultury w tym kontekście nie znałam, więc niejako się ubogaciłam.

    Reply

Komentarze trzymające się tematyki artykułów na Podkopie są publikowane niezależnie od tego, czy są pozytywne czy negatywne. Te zawierające wulgaryzmy, hejterskie, spamujące linkami niezwiązanymi z komentowaną treścią, nie są publikowane. Obrażanie innych komentujących, osoby wymienione w artykule lub mnie, autora Podkopu, zaowocuje blokadą konta.

Leave a Comment

Translate »
Close