Najlepiej sprzedającym się newsem we wszelkich mediach jest wojna. Zmieniają się jej bohaterowie, lokalizacja, ale zawsze jest obecna w wiadomościach, które burzą spokój, sieją strach. Zastanawiam się, kiedy ten pęd do masowej bijatyki, wyrzynania i niszczenia między grupami ludzi się zaczął?
Opowieścią o starej wojnie jest Homerowska Iliada, której bohaterowie są wspominani do dzisiaj. Troja upadła około 1200 p.n.e. Po jej oblężeniu i bitwach stoczonych pod i na murach miasta nie ma jednak typowych dla wojny śladów, którymi są szczątki zabitych ludzi, koni. Miejsce wielkiej bitwy epoki brązu odnaleziono za to niedaleko Szczecina, nad rzeką Tollense. Ta wielka bitwa miała się rozegrać około 1250 p.n.e. Pisałam o niej na Podkopie w artykule „Tollense — największa bitwa epoki brązu w Europie”.
Epoka brązu była czasem bitew, wojen i dobrych strategów jak Totmes III, faraon XVIII dynastii, który nie przegrał żadnej bitwy. Jego największym, znaczącym w dziejach regionu starciem, była bitwa pod Megiddo z 1457 roku p.n.e. Podaje dokładną datę, ale jak to z egipskimi datami bywa, zawsze warto z tyłu głowy mieć, że być może jest to nawet +/- 50 lat różnicy w podanej dacie. Totmes III to bez wątpienia największy władca Egiptu, chociaż najsławniejszym dzisiaj jest znany z odkrycia jego nienaruszonego grobowca zmarły młodo Tutanchamon, dla którego wielki strateg był prapraprapradziadkiem.
Jako najwybitniejszy faraon bywa wymieniany Ramzes II zwany Wielkim. No cóż, ja odnajduję u niego spory rys mitomana, co nie jest rzadkością wśród monarchów starożytnych i tych żyjących blisko naszych czasów. Najbardziej znaną bitwą, jaką stoczył, była ta pod Kadesz z około 1274 roku p.n.e. z Hetytami. Kto wygrał, nie wiadomo do końca. Ramzes nie przyznał się do klęski, a wiele na nią wskazuje pomimo tego, że najprawdopodobniej bitwa zakończyła się nierozstrzygnięta.
1100-1300 lat przed Totmesem III Sumer toczył swoje wojny, nawet takie, które dzisiaj nazwalibyśmy domowymi, jednak wtedy tak tego nie widziano. Około 2600 p.n.e. dwa sumeryjskie miasta Umma i Lagasz walczyły ze sobą, a poszło oczywiście o granice. Zachowała się, co prawda w kawałkach, ale jednak stela upamiętniająca zwycięstwo króla Lagasz, Eannatuma. Sumer tego czasu to nie było spokojne miejsce, Jego władcy wojowali między sobą i z sąsiadami. Ten kawałek świata ma wojnę wpisaną od początku w swoje dzieje.
W tym samym czasie, w którym Sumer toczył wymienione wojny, na Dalekim Wschodzie, tam, gdzie dzisiaj rozciągają się wielkie Chiny, istniały liczne państwa plemienne, ze swoimi władcami, wśród których wybił się na pierwszą pozycję Żółty Cesarz. Tą wojną a w sumie jednym zwycięstwem, w bitwie pod Zhuolu stał się tym, który zjednoczył plemiona, z których wywodzi się najliczniejsza grupa, naród, dzisiaj nazywany Chińczykami Han, dał początek wielkim Chinom.
Cofnęłam się aż o 4500 lat, ale w sumie tamtejsze społeczeństwo funkcjonowało podobnie do współczesnych. Tworzyło miasta-państwa, plemienno-rodowe wspólnoty z jakimś wodzem-liderem realizującym swoją wizję silnego, stabilnego i bogatego „tronu”. Kiedy pojawili się owi liderzy, nie wiadomo. Pokuszę się nawet o twierdzenie, że byli od zawsze. Tak już mamy, że jedni lubią rządzić i przewodzić, a drudzy być rządzeni, kierowani, dowodzeni. W sumie to nic złego ani nagannego, by dobrze funkcjonowała jakaś grupa, posiadanie przywódcy-przewodnika jest wskazane. Nawet stada zwierzaków ich mają.
Cofnijmy się jeszcze trochę, o około 7000 lat. Zbiorowe pochówki kilkudziesięciu osób, gdzie złożone w grobie ciała mają ślady urazów, są odnajdowane na stanowiskach datowanych na ten czas.
Czy jednak świadczy to o konfliktach, które dzisiaj nazwalibyśmy wojną?
Nie każda bijatyka, wyżynanie, napad są nią.
Jak nazwać wydarzenie, w którym 10 000 lat temu w Kenii, w Nataruk, niedaleko Jeziora Rudolfa zginęło 27 osób?
Mają ślady obrażeń takich jak roztrzaskana głowa, połamane żebra i inne kości, wszędzie są groty strzał, ostrza. Ciała pozostawiono w miejscu, gdzie ludzie ci zginęli. Czy był to napad, czy już bitwa w jakiejś pradawnej wojnie?
Pozostawione ciała w miejscach bitew, masowe groby zwykle są tym, czego szukamy, by potwierdzić jakiś konflikt, ale przecież los poległych nawet dziesiątek tysięcy ludzi może nie być potwierdzony w ten sposób. Wiemy, że były wojny napoleońskie, znamy przebieg wielkich bitew jednak czasem grobów brak, chociaż takowe powinny tam być.
Waterloo jest tu dobrym przykładem. Ostatnia bitwa Napoleona pochłonęła życie około 40 000 żołnierzy. Pochowano ich w trzech masowych grobach. Tak było w 1815 roku. Dzisiaj nie ma śladu tych mogił. Nie ma kości. To jednak nienaturalne procesy rozkładu spowodowały, że polegli wojacy obrócili się w proch i zniknęli a ludzka chciwość. W XIX wieku masowo wydobywano je z grobów przy dawnych polach bitew i przerabiano na mączkę kostną, którą używano jako nawóz. Głównym odbiorcą tego nawozu z kości żołnierzy wojen Napoleońskich była Wielka Brytania.
Tak Europa uszanowała swoich bohaterów, bo przecież za takich chcemy tych mężczyzn, poległych w imię realizacji ambicji kilku koronowanych głów uważać.
Tymczasem groby bohaterów spod Cheronei, poległych w 338 roku p.n.e. nadal trwają i przypominają tych ludzi, te czasy i tę bitwę. Polegli Tebańczycy, którzy do końca walczyli, nie cofając się przed siła Filipa II Macedońskiego. Święty Zastęp Tebańczyków został tam zmiażdżony. Z 300 zginęło 284. Zostali pochowani w miejscu, gdzie stoczono bitwę. Grecy na ich grobie postawili pomnik ogromnego lwa.
Co różni, a co łączy poległych w tych bitwach?
Łączy ich śmierć. Tebańczycy walczyli w obronie swoich domów, o wolność. W wojnach napoleońskich, ludzie, czasem jednego narodu, zakładali mundury różnych armii i bardzo daleko od domu walczyli w imię interesów władców, których większość nigdy nie widziała na oczy.
Polegli w Cheronei byli pochowani z szacunkiem. Ci z wojen napoleońskich, którzy zginęli nie tylko pod Waterloo, byli wrzucani do masowych grobów. Powiesz, że Greków było niecałe trzy setki a w drugiej mowa o prawie dwudziestu tysiącach. Jednak można pogrzebać ich z szacunkiem lub bez. Po I i II wojnie światowej do dzisiaj istnieje wiele cmentarzy. Niektóre są ogromne.
Różni więc podejście do bohaterów bitew, jakie mieliśmy kiedyś i to, jakie mamy. Na grobie Tebańczyków stał do 1818 roku lew. Zniszczono go, szukając w nim złota. Chciwość – cecha na szych czasów. Naszych mam na myśli to, co z nami zrobiła rewolucja francuska. Skarleliśmy, chociaż wmawiamy sobie, że to rozwój.
Dzisiaj lew znosu stoi na cokole tam, gdzie jest grób Tebańczyków. Chociaż nie do końca jest to historia z happy endem. Lew został zrekonstruowany w 1902 roku i ustawiony na starym miejscu. Pod koniec XIX wieku grób stał się stanowiskiem archeologicznym. Rozumiem badania, ale późniejszy los kości i szczątków odkrytych na stanowiskach, od zawsze budzi we mnie sprzeciw. Większość trafiła do magazynów muzealnych. Czy nie powinny po zbadaniu, pobraniu ewentualnych próbek wrócić na miejsce, w którym były złożone? Oczywiście, że tak, ale przecież nasza chciwość na to nie pozwala. Zasłaniamy się potrzebą nauki, a tak naprawdę nie traktujemy tych ludzi z szacunkiem, po ludzku. Są towarem, który może dać prace i prestiż – tytuł naukowy, kolejne muzeum, pieniądze – publikacje, bilety wstępu.
Czas bohaterów i szacunku dla nich odszedł na zawsze?

Do napisania.
Beata
Uważasz, że artykuł może się komuś przydać – prześlij go dalej.
Chcesz być informowany o nowych wpisach na Podkopie subskrybuj go na maila (w bocznej kolumnie strony).
Pomożesz mi w utrzymaniu i rozwoju Podkopu stawiając mi „kawę” lub zostając Patronem Podkopu.

Brak komentarzy
Komentarze trzymające się tematyki artykułów na Podkopie są publikowane niezależnie od tego, czy są pozytywne czy negatywne. Te zawierające wulgaryzmy, hejterskie, spamujące linkami niezwiązanymi z komentowaną treścią, nie są publikowane. Obrażanie innych komentujących, osoby wymienione w artykule lub mnie, autora Podkopu, zaowocuje blokadą konta.