Dawno, dawno temu …

Dawno, dawno temu … – tak zaczynają się dobre historie znane z dzieciństwa. Te przeznaczone dla nieco starszych słuchaczy także miewają podobny początek. Jedna z najciekawszych zaczyna się od słów „A long time ago in a galaxy far, far away”. Tak, to klasyka, której trudno nie lubić.

 

Ostatnio ciągnie mnie jednak mocno w stronę opowieści o dawnych czasach i miejscach, którą snuł J.R.R. Tolkien w trylogii „Władca pierścieni”. Filmowa wersja tej historii zaczyna się słowami, które są niepokojąco aktualne: „Świat się zmienił. Mówi mi to woda, mówi mi to ziemia, wyczuwam to w powietrzu. Wiele z tego, co kiedyś istniało, zostało zatracone, bo nie żyją już ci, którzy to pamiętali”.

 

Na naszych oczach zmienia się wiele wartości, sprawom nadaje nowe znaczenia a ideom imiona. To dzieje się od kilkunastu dekad, od kilku przyspiesza. Zaczęło wręcz gnać tak szybko, że ciężko za zmianami nadążyć. Powstają nowe mity, zaciera się znaczenie starych symboli, pozornie nadając im nowe, snuje się dziwne opowieści o starych bogach i miejscach, które nie są nawet cieniem samych siebie. By nie być gołosłowną, przywołam to, co napisałam w artykule Megality – kamienni strażnicy tajemnicy o najbardziej rozpoznawalnych dzisiaj kamiennych kręgach:

 

„Kręgi w Stonehenge to nie jest miejsce, które mnie fascynuje, a nawet za nim nie przepadam. Uważam, że cały szum wkoło tych megalitów jest mocno przesadzony. Nie są ani stare, ani wyjątkowe, ani zachowane w stanie pierwotnym – a to dla mnie duży minus. Moim zdaniem wszelkie rekonstrukcje powinny być ograniczone do minimum. Jeżeli już chcemy pokazać, jak to wyglądało za dni świetności, to lepiej zbudować mniejszą makietę lub replikę 1:1, niż majstrować przy zabytku. Przez czyjąś wizję, nadmierne ambicje i zapał do naprawiania zepsutego, możemy skrzywić prawdziwy obraz budowli, zabytku, a przy okazji zatrzeć ślady, które ktoś, badając to miejsce, przegapił, zignorował lub nie miał możliwości technicznych, by je przebadać. Same kamienie ustawione w krąg, w Stonehenge, które podziwiają dzisiaj turyści to właśnie efekt takich rekonstrukcji przy użyciu ciężkiego sprzętu”.

 

Gdy patrzę na spotykających się tam przebierańców, wyobrażających sobie siebie jako następców dawnych druidów zastanawiam się, czy oni tylko tak się bawią, by zabić nudę, być wyjątkowi, czy może jednak naprawdę wierzą w te swoje fantazje o kontynuacji starej celtyckiej wiary i obrzędów. Wskrzeszanie dawnych kultów stało się modne od kilku dekad. Słowiańska mitologia doczekała się nowych wyznawców, którzy jak druidzi, chcą wskrzesić dawne kult, jednak jest on mocno naznaczony wyobrażeniem o nim jakie dają filmy czy współczesna literatura.

 

Najciekawiej ta reaktywacja dawnych bogów i demonów rozwija się na Litwie. Tam w drugiej połowie XX wieku odrodziła się Romuva – wspólnota skupiająca wyznawców starych bałtyjskich bogów. Odrodzenie kultów nie było wynikiem nowych objawień starych bogów, ale chęcią zapobieżenia wynarodowieniu, odbudowy i umocnienia odrębności kulturowej, językowej, religijnej i każdej innej od ZSRR, której Litwa i inne kraje bałtyjskie były wtedy niedobrowolną częścią. Grupa pracowników uniwersytetu wileńskiego złożona z etnografa, filologa, wspierana przez historyków, zaczęła składać stare opowieści o bogach, świętach, prawach i wskrzeszać je odmawiając stare modły, odprawiając rytuały. W pewnym momencie dawna wiara ożyła w ludziach. Dzisiaj Romuva, grupy wyznawców są w kilku krajach poza Litwą, na czele wspólnoty na Litwie stoi Inija Trinkuniene. No i ruch rośnie w siłę. 13 lat temu oficjalnie przyznawało się do starowierstwa 5000 Litwinów, ilu jest ich dzisiaj, nie wiadomo, ale oceniając po spotkaniach grup, uczestnictwie w świętach – dużo.

 

W jakim stopniu odtworzono starą wiarę zgodnie z pierwowzorem, nie da się do końca ustalić, ale na pewno to całkiem inna liga zgodności z oryginałem niż współczesny druidyzm czy polskie rodzimowierstwo. Litewska Roumova za swój symbol wzięła swastykę, której ramiona to węże. Tak to etnografowie, lingwiści i inni jej założyciele, niejako przy okazji, ściągają czarną kotarę odrzucenia z tego starego symbolu, obecnego w kulturach Eurazji od co najmniej 10 tysiącleci.

 

Stare symbole łączą ludzkie kultury tak jak panteon starych indoeuropejskich bogów. Dzisiaj odżywa silny nacisk na podkreślanie braku takich więzów. Prawda jest jednak taka, że nawet geny nas wiążą między sobą i z miejscem, w którym żyjemy razem od ładnych kilku tysiącleci. Wszystkie te wojenki germańsko-słowiańskie z oddechem Wikinga na karku mają w sobie nie tylko ziarno, ale wręcz korzeń propagandy zamiast rzetelnych wniosków wyciąganych z tego, co już wiemy o kulturze materialnej, duchowej, języku czy genach, mieszkańców Starego Kontynentu.

 

To prawda, że długa historia walk, wojen, podbojów i rachunki krzywd dzielą mieszkańców Europy, ale czy nie warto spojrzeć na siebie jak na rodzinę, która jest daleka od ideału. Nie musimy kochać wszystkich ciotek czy kuzynów, ale też nie ma potrzeby ucinać im łby. No dobrze może na tym skończę tę myśl, bo kolejna jest już o tym, komu w historii zależało na tym, by ludzie byli nieufni względem siebie, toczyli wojny i kto na przelanej krwi wzrastał w siłę i bogactwo.

 

Ostatnie cztery miesiące były dla mnie trudne. Luty i marzec przeciekły mi przez palce. Nawet nie poczułam tego czasu. Niewiele pisałam, mało opublikowałam.
Zastanawiałam się czy pisanie o tym, co było, gdzie moim zdaniem tkwią korzenie naszego współczesnego świata, tego, co dzieje się jako konsekwencja czasów dawnych między sąsiadami, narodami ma sens?
Czy w dobie AI, która wypluwa teksty i filmy z szybkością karabinu maszynowego, gdy nawet w publikacjach akademików pojawia się jej radosna twórczość jak ilustracje w stylu tak cukierkowych jak z broszury Świadków Jehowy a z faktami mające zero wspólnego, ma sens pisać teksty ilustrowane ledwo zachowanymi artefaktami, przedmiotami, których dotykały ludzkie ręce tysiące lat temu, ale czas je wyszczerbił, kolory zbladły?

 

Przyszedł jednak ten moment, że postanowiłam znowu siąść przy klawiaturze, dyktafonie i opowiadać o tym, co było, co kiedyś istniało i nie zostało jeszcze zatracone, chociaż nie żyją już ci, którzy to pamiętają.
Bo jeżeli nie zrobię tego teraz to, kiedy?

 

Moje pisanie o starożytności, wiarygodności Biblii, normalnym życiu sprzed setek i tysięcy lat ma jednak sens tylko wtedy, gdy ktoś słucha, czyta. Każdy odzew, że po drugiej stronie ktoś z mojej pracy korzysta jest cenny, dodaje skrzydeł lepiej niż Red Bull.

Postaram się w maju ruszyć normalnym tempem, a jak Bóg da, nadrobić nieco zaległości, dodatkowymi tekstami, bo tematów, o których mam chęci opowiedzieć jest bardzo długa lista. Starzy bogowie, reaktywowane kulty i rytuały przy jednoczesnym deprecjonowaniu Biblii, jej wiarygodności jako źródła historycznego są wśród nich.

 

 

Do napisania.
Beata

 

 

 


Uważasz, że artykuł może się komuś przydać – prześlij go dalej.
Chcesz być informowany o nowych wpisach na Podkopie subskrybuj go na maila (w bocznej kolumnie strony).

Pomożesz mi w utrzymaniu i rozwoju Podkopu stawiając mi „kawę” lub zostając Patronem Podkopu.


 

Brak komentarzy

Komentarze trzymające się tematyki artykułów na Podkopie są publikowane niezależnie od tego, czy są pozytywne czy negatywne. Te zawierające wulgaryzmy, hejterskie, spamujące linkami niezwiązanymi z komentowaną treścią, nie są publikowane. Obrażanie innych komentujących, osoby wymienione w artykule lub mnie, autora Podkopu, zaowocuje blokadą konta.

Zostaw komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Translate »