Nowy Testament – Marek, autor najkrótszej Ewangelii

Marek, autor najkrótszej Ewangelii, jest bohaterem dzisiejszego tekstu. Pojawia się on w innych częściach Nowego Testamentu, gdzie jest wspominany przez Łukasza, Pawła i Piotra.

 

„Barnaba chciał również wziąć ze sobą Jana, zwanego Markiem”. Dzieje 15;37

„Pozdrawia was Arystarch, mój współwięzień, i Marek, siostrzeniec Barnaby (co do którego otrzymaliście polecenie: Przyjmijcie go, jeśli do was przybędzie)”. Kolosan 4;10

„Pozdrawia was kościół w Babilonie, razem z wami wybrany i Marek, mój syn 1 Piotra 5;13

 

Sądzę, że warto przyjrzeć się więziom rodzinnym bohaterów Nowego Testamentu. Chociaż ziemia na której żyli, naród, z którego pochodzili, nie były wielkie, to jednak ich wzajemne relacje i więzy są bardzo bliskie, bliższe niż można by się spodziewać. Tak na marginesie, to fascynuje mnie jak blisko jesteśmy ze sobą związani różnymi relacjami, często nie zdając sobie z tego sprawy. W 1967 roku Stanley Milgram przeprowadził eksperyment „świat jest mały”, w którym udowodnił, że wystarcza kilka – w jego wypadku 6 – osób, by nieznani sobie ludzie mieli kontakt. Te wzajemne relacje i sieć jaką tworzą między nami buduje społeczności, roznosi po świecie idee, mody. Sądzę, że uświadomienie sobie jej istnienia, współzależności i siły jaką daje, może sporo zmienić w postrzeganiu jednostek, w tym siebie samego, grup, całych narodów i „namieszać” w naszym sposobie życia.
Marek sprowokował tę dygresję podobnie jak kolejną. Jego Ewangelia różni się od pozostałych tym, że jasno tłumaczy, jak rozumiał to słowo już w pierwszym zdaniu.

 

„Początek ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego”. Marek 1,1

 

Ewangelia to, dobra nowina, dobra wiadomość połączona z nagrodą. Tradycyjnie rozumiane jest, że to Jezus jest tą dobrą nowiną. Zgoda, jednak takie wyjaśnienie często prowadzi do niezrozumienia jak to ugryźć. Otaczanie osoby Jezusa uwielbieniem, kultem, to łatwe odczytanie słowa „ewangelia Jezusa Chrystusa” podparte wielowiekową tradycją. Jednak nie o to chodzi – to moje zdanie. Życie Jezusa, nauka, pokazanie drogi i przetarcie jej, to ewangelia Jezusa Chrystusa. Pisałam szerzej o tym jak to rozumiem w „Chrześcijaństwo to droga, a nie religia”.

 

Ewangelia Marka, tak naprawdę nie jest jego opowieścią o Jezusie, a jest to przekaz tej historii, jaki zostawił Piotr.
Tak, Piotr apostoł, uczeń Jezusa, ten który się Go zaparł, chodził po wodzie i w końcu zginął za to/tego w co/w którego wierzył. Napisałam to zdanie z dwoma łamańcami, bo nie da się tu oddzielić nauczania Jezusa i drogi jaką mają iść Jego uczniowie. Stąd „to” i „co” od niego samego, tego kim był – Chrystusem/Mesjaszem. Tu znowu łamaniec, bo to to samo – Boży Pomazaniec, Namaszczony, Wyzwoliciel. Zauważyłam, że słowo „Zbawiciel”, ma dla wielu ludzi jakieś mgliste, niejasne znaczenie. Bardziej zrozumiały jest wybawca, wyzwoliciel. Słowa czasem tracą znaczenie, stają się etykietką o nie do końca jasnym przekazie.

 

Skąd wiemy, że Marek spisał opowieści Piotra?
Zacytuje tu Euzebiusza.
Euzebiusz, to kronikarz, historyk chrześcijański, żyjący na przełomie III i IV w n.e.
Jest autorem „Historii Kościelnej”, opisującej pierwsze trzy wieki chrześcijaństwa.
Ten najbardziej burzliwy okres, gdy z grupy ludzi będących naśladowcami Jezusa, chrześcijaństwo stało się instytucją, religią ściśle powiązaną z władzą.
Czy jednak można powiedzieć, że chrześcijaństwo stało się takim zinstytucjonalizowanym tworem?
Wiem, że tak się mówi, przyjmuje. Dla mnie jednak, jest to spore uproszczenie sprawy.
Wszystko zależy od tego, co rozumie się pod pojęciami takimi jak chrześcijanin, kościół.
Chrześcijanie, to byli pierwotnie, naśladowcy/uczniowie Jezusa. Tak nazwano ich pierwszy raz w Antiochii, o czym można przeczytać w Dziejach Apostolskich.
Czyli na chłopski rozum: chrześcijanin, to ten, który zachowuje się tak jak nauczał, zachowywał się Jezus.
Idąc tym tropem: Kościół, to społeczność, wspólnota chrześcijan.
Jak dla mnie, te definicje są proste, jasne i trzymają się mocno tekstu Nowego Testamentu. Ich współczesne znaczenie zinstytucjonalizowane, zhierarchizowane, przypominające korporacje, biznesy, z pierwotnym wzorem nie mają prawie nic wspólnego.

 

Wracam do tekstu Euzebiusza o Marku z III Księgi „Historii kościelnej” 39,14-15

 

„W dziele swym podaje Papiasz ponadto inne jeszcze opowiadania wyżej wspomnianego Arystjona o słowach Pańskich oraz tradycje Jana prezbitera. Odsyłając tam wiedzy chciwych czytelników, uważam za koniecznie potrzebne dorzucić do tego, co się już przytoczyło z pism jego, jeszcze tradycję, jaką nam podaje o Marku ewangeliście w słowach następujących:
To zaś powiedział prezbiter: Marek, który był tłumaczem Piotra, spisał dokładnie wszystko, co przechował w pamięci, ale nie w tym porządku, w jakim następowały po sobie słowa i czyny Pańskie. Ani bowiem Pana nie słyszał, ani nie należał do jego orszaku, i tylko później, jak się rzekło, był towarzyszem Piotra. Otóż Piotr stosował nauki do potrzeb słuchaczy, a nie dbał o związek słów Pańskich. Nie popełnił więc Marek żadnego błędu, jeśli w szczegółach tak pisał, jak to się w jego przechowało pamięci. O jedno się tylko bowiem starał, o to, by nic nie opuścić z tego, co słyszał, oraz by nie napisać jakiej nieprawdy. Oto co Papiasz powiada o Marku.”

 

Po tym fragmencie z Euzebiusza, staje się jasne, dlaczego kolejność wydarzeń w Ewangelii Marka, jest różna od tej w pozostałych. Marek nie spisał tego w kolejności chronologicznej, ale w takiej w jakiej słyszał je opowiadane przez Piotra.

Przy okazji dowiadujemy się, że Marek był tłumaczem Piotra.
Na pewno znał grekę, bo w niej pisał oraz łacinę, w końcu towarzyszył Piotrowi jako tłumacz w ziemiach Italii. Nosił nawet rzymskie imię, bo Marek, to Marcus po łacinie. Imię odwołujące się do boga wojny Marsa. Nie było to jedyne imię ewangelisty. Miał także żydowskie, Jan.

 

„Po zastanowieniu się poszedł do domu Marii, matki Jana, zwanego Markiem, gdzie zebrało się wielu na modlitwie”. Dzieje Apostolskie 12,12

 

Podwójne imiona były w tym czasie wśród Żydów, zwłaszcza zamożniejszych, dobrze wykształconych, czymś normalnym. Musieli funkcjonować w dwóch światach, dwóch systemach wartości, dwóch tradycjach: żydowskiej – wynikającej z ich pochodzenia, religii jaką wyznawali, związanej z Prawem Mojżeszowym i rzymskiej – państwowej, która narzucała pewną prawną rzeczywistość, w jakiej żyli każdego dnia.

 

Nim pójdę dalej z Markiem małe who is who.
Kim był Papiasz, na którego powoływał się Euzebiusz?
To biskup Hierapolis, uczeń apostoła Jana, przyjaciel Polikarpa ze Smyrny.
Polikarpa, tego staruszka, którego zamęczono podczas prześladowań za Marka Aureliusza.
Jest on bardzo ważną postacią wczesnego chrześcijaństwa, to biskup, starszy zboru w Smyrnie.
Urodził się około roku 69 n.e. Był człowiekiem, który poznał ewangelię bezpośrednio od Jana, znającym wielu z uczniów Jezusa. Przez ponad pół wieku był biskupem Smyrny. Powszechnie szanowany, dożył bardzo sędziwego wieku.
Jest jedną z głównych postaci w sporze o datę Wielkanocy, gdy chciano oderwać chrześcijaństwo, od wszelkich tradycji starotestamentowych, żydowskich.

 

Jeżeli chodzi o czas powstania Ewangelii Marka, na jaki wskazują przekazy, to zacytuje znowu Euzebiusza z księgi III jego „Historii Kościoła”:

 

„Otóż Mateusz Żydom najpierw naukę ustnie głosił, dopiero gdy się wybierał do innych narodów, napisał swą Ewangelię w języku ojczystym, by dla tych, których puszczał, pismem zastąpić to, co tracili przez nieobecność jego. Już też Marek i Łukasz byli wydali swe Ewangelie, a Jan, jak powiadają, dotąd tylko żywem się posługiwał słowem. Wreszcie i on chwycił za pióro, a to z następującego powodu: Trzy poprzednie Ewangelie już były powszechnie znane i w jego się również znalazły ręku. Uznał je, jak powiadają, i dał im świadectwo, że zawierają prawdę”

 

Tę najkrótszą Ewangelię Marek miał spisać w Rzymie.
Takie informacje mamy z listu Klemensa Aleksandryjskiego do Teodora. List był napisany pod koniec II w n.e. lub w pierwszych latach III w n.e.
Musiało to być więc przed rokiem 60.
Czy Klemens ma rację?
Nie do końca wiadomo, bo Ireneusz twierdzi, że spisał ją już po śmierci Piotra, czyli po 64 roku.
Hieronim pisze zaś, że Piotr autoryzował tekst markowy.
O co biega, skąd te różne wersje?

 

Najpierw daty.
Klemens i Ireneusz, żyli w drugiej połowie II w n.e. i kilku pierwszych latach III wieku.
Hieronim żył sto lat później.
Kto się pomylił?
Kiedy w końcu Marek spisał Ewangelię, za życia czy po śmierci Piotra?
Najprawdopodobniej, nikt się nie myli.
Tekst, który uznajemy za kanoniczny i stał się częścią Nowego Testamentu powstał za życia Piotra w Rzymie.
Jest też tekst, który powstać miał w Aleksandrii, już po śmierci Piotra, gdy osiadł tam Marek.
Ten tekst jest nazywany „Tajemną Ewangelią Marka” i budzi sporo emocji.
Opowiem o nim niedługo.

 

Teraz trochę o samym Marku.
Z kart Nowego Testamentu wiemy o nim całkiem sporo.
Jego matka miała na imię Maria i to do jej domu przyszedł Piotr, gdy cudem w towarzystwie anioła wyszedł z więzienia.

 

„Wtem zjawił się anioł Pański i światłość zajaśniała w celi; trąciwszy zaś Piotra w bok, obudził go, mówiąc: Wstań prędko! I opadły łańcuchy z jego rąk. I rzekł anioł do niego: Opasz się i włóż sandały swoje. I uczynił tak. I rzecze mu: Narzuć na siebie płaszcz swój i pójdź za mną. Wyszedł więc i podążał za nim, lecz nie wiedział, że to, co się za sprawą anioła dzieje, jest rzeczywistością; sądził raczej, że ma widzenie. A gdy minęli pierwszą i drugą straż, doszli do żelaznej bramy wiodącej do miasta, która się im sama otworzyła; i wyszli na zewnątrz, przeszli jedną ulicę i nagle anioł opuścił go. A gdy Piotr przyszedł do siebie, rzekł: Teraz wiem naprawdę, że Pan posłał anioła swego i wyrwał mnie z ręki Heroda i ze wszystkiego, czego oczekiwał lud żydowski. Gdy sobie to uświadomił, udał się do domu Marii, matki Jana, którego nazywano Markiem, gdzie było wielu zgromadzonych na modlitwie.”
Dzieje Apostolskie 12, 7-12.

 

Był krewnym Barnaby.

 

„Pozdrawia was Arystarch, współwięzień mój, i Marek, siostrzeniec Barnaby, o którym otrzymaliście polecenie, abyście go przyjęli, jeśli do was przyjdzie,” Kolosan 4,10.

 

Marek był towarzyszem wczesnych wypraw misyjnych Pawła i Barnaby, ale i powodem rozpadu tego duetu.

 

„A po kilku dniach rzekł Paweł do Barnaby: Wybierzmy się w drogę i odwiedźmy braci we wszystkich miastach, w których zwiastowaliśmy Słowo Pańskie, aby zobaczyć, jak im się powodzi. Ale Barnaba chciał zabrać z sobą również Jana, zwanego Markiem. Paweł natomiast uważał za słuszne nie zabierać z sobą tego, który odstąpił od nich w Pamfilii i nie brał udziału wraz z nimi w pracy. Powstało nieporozumienie, tak iż się rozstali, Barnaba, zabrawszy Marka, odpłynął na Cypr, Paweł zaś poruczony łasce Pańskiej przez braci, obrał sobie Sylasa i udał się w drogę.”
Dzieje Apostolskie 15, 36-40

 

Marek, jest wymieniony w 1 Liście Piotra. Przyjmuje się, że powstał on na początku lat sześćdziesiątych n.e.
Od Euzebiusza mamy informacje, że:

 

„Ten sam Marek udał się podobno jako pierwszy do Egiptu, opowiadał tam ewangelię, którą też napisał, i założył kościoły, a przede wszystkim kościół w samej Aleksandrii.” Historia Kościelna 16,1.

 

Tradycja koptyjska także mówi o tym, że Marek w latach 60 – 68 był w Aleksandrii.
Nie był to jego pierwszy pobyt w Egipcie. Miał tam głosić ewangelię już wcześniej, koło roku 50.

Marek zbudował liczny, prężny kościół w Egipcie. Ta informacja jest ważna, ponieważ czytając Nowy Testament, odnosi człowiek wrażenie, że cały wysiłek ewangelizacyjny, idzie w kierunku Anatolii, Grecji i Rzymu.
Skąd więc się wzięły, praktycznie od początku, takie ogromne skupiska chrześcijan w Egipcie?
Sprawa staje się jasna, gdy przyglądnąć się historii, przekazanej przez tamtejsze kościoły.
Marek poszedł do Aleksandrii, bo było tam ogromne skupisko Żydów. Jak widać po przekazanych nam informacjach ze starożytności, jego ewangelizacja miasta, zakończyła się dużym sukcesem, chociaż on sam zapłacił za to najwyższą cenę.
Ciekawe, że ta część historii kościołów jest przez zachodnie chrześcijaństwo, zwłaszcza po IV wieku, pomijana. Jakby istniał tylko świat rzymskiego cesarstwa, w jego zachodniej i wschodniej wersji. Reszta świata, zostaje przez historie kościelną praktycznie uznana za nie istniejącą, nieistotną.
No cóż, to nie tylko Afryka, ale i Azja, Indie, nie interesowały przez wieki świata powstałego na gruzach imperium rzymskiego.

Zachód, od zawsze, ma tendencje do myślenia o sobie jako pępku świata.

Co tradycja mówi o Marku?
Tradycja, nie poparta już tekstem starożytnym, mówi na przykład, że rodzina Marka miała pochodzić z Cyreny w Libii, skąd przenieśli się do Jerozolimy.
Wielokrotnie spotkałam się z identyfikacją młodzieńca owiniętego w prześcieradło, jaki pojawia się w tej najkrótszej ewangelii, z jej autorem. Tyle, że to przeczy przekazowi Papiasza, że Marek nie znał Jezusa.
No ale tradycja, wiadomo, tworzy się przez wieki i zwykle nie radze pytać o jej pochodzenie.
Znasz tę piosenkę ze „Skrzypka na dachu”?
Z tradycją się nie dyskutuje.
Bo to tradycja!

 

Marek, miał zostać zamęczony w roku 68, podczas zamieszek antychrześcijańskich.
Włóczyli go za koniem po mieście aż umarł. Ludzie z tutejszego kościoła pochowali Marka w Aleksandrii.

 

Gdy tylko chrześcijanie dostali zgodę na wznoszenie budynków do swoich spotkań i odprawiania obrzędów, które już się zaczęły kształtować, w 321 roku wzniesiono nad grobem kapliczkę, później większą kaplicę i wreszcie kościół.
Od Marka, ciągnie się do dzisiaj, nieprzerwana lista patriarchów Aleksandrii.
Dla Koptów jest apostołem. Został wysłany, by zbudować tam wspólnotę i to zrobił, bo apostoł, to po prostu wysłannik.
Nowy Testament wymienia całą listę apostołów, o wiele więcej niż dwunastu, ale o tym innym razem.

 

Jego ciało nie leżało w grobie spokojnie, spierały się o nie różne grupy chrześcijan, ale udało mu się przetrwać zawieruchę muzułmańskiego najazdu na Egipt. Leżało by pewnie w aleksandryjskim grobie do dzisiaj, gdyby nie dwaj energiczni kupcy weneccy.
Zjawili się w celach handlowych w mieście.
Nie wiemy, czy to planowali, czy wyszło im tak spontanicznie, ale rozwalili grób ewangelisty i ukradli jego ciało. Niekompletne, bo bez głowy i paru kostek.
Ukraść ciało, to jedno, wywieść na statku, to już inna bajka.

 

By straż portowa nie znalazła zguby chrześcijan, pomysłowi Wenecjanie, zawinęli szczątki doczesne Marka w słoninę. Muzułmanie wieprzowiny nie tykają, wiadomo. Mieli więc spokojne głowy w wypadku odwiedzin straży portowej.
Okazali też, ile mają szacunku dla autora najkrótszej ewangelii – zero!
Marek był Żydem. Wieprzowiny nie jadał, nie używał smalcu, w który go teraz zapakowano.
Dla kupców jednak cel uświęcał środki.
Zdobyli dla coraz bogatszego miasta, super relikwie.
Relikwia, to nic innego jak amulet, przedmiot mający mieć magiczne właściwości. Nie jest już istotne, że to zbezczeszczone ciało człowieka, który niósł dobrą nowinę i spisał przekaz Piotra o Jezusie. Marek stał się relikwią.

 

Gdy dotarli do Wenecji nowy święty, jakim jest Marek, staje się patronem numer jeden miasta. Zastępuje dotychczasowego św. Teodora.
Wystawiono Markowi kościół, który jednak wkrótce spłonął, bo już w 976. Miały wtedy zaginąć szczątki Marka. To nie przeszkadzało w odbudowie kościoła i nazwaniu placu imieniem patrona.
Chodząc po Placu Świętego Marka w Wenecji, podziwiając bazylikę pamiętaj, jak trafiły tam szczątki ewangelisty.

 

Ewangelistom nadano symbole.
Inspiracją do tego, miał być fragment o czterech zwierzętach/postaciach z Apokalipsy 4, 6-7

 

„Przed tronem także jakby morze szkliste podobne do kryształu; a w pośrodku, wokoło tronu cztery postacie pełne oczu z przodu i z tyłu. Postać pierwsza podobna była do lwa, postać druga podobna była do cielca, postać trzecia miała twarz jakby człowieczą, a postać czwarta podobna była do orła w locie.”

 

Co te postacie mają wspólnego z autorami ewangelii?
Jak dla mnie nic, ale… no wiesz, tradycja.
Ktoś, kiedyś, dawno temu, prawdopodobnie już w II wieku, pokombinował, że to tak duchowo głębokie, że musi pasować i wmontował w wizję, Bogu ducha winną czwórkę pisarzy.

 

Wracam do meritum.
Nie wiem jak ty, ale ja, czytając ten fragment z kontekstem, za nic nie mogę dopatrzeć się tu konkretnych ludzi ani zwierzaków.
Chmura może być podobna do lwa, mieć kształt lwa, ale lwem nie jest. No i brak mi tych oczu dokoła zwierzęcych symboli ewangelistów.
Nie kupuje tego.

 

Symbolika jednak przyjęła się i zaczęła żyć swoim życiem w kościele.
Symbolem Marka jest lew ze skrzydłami, oparty na książce. W wizji Jana nie ma nic o książce, skrzydłach u lwa, ale to szczegół, bo wiesz, tradycja.

 

Tyle że skrzydlaty lew, bardziej przypomina mi wizerunki i tradycje z całkiem innego kręgu wierzeń, niż te z wizji. Mezopotamią mi tu mocno pachnie z jej skrzydlatymi stworami.

Ludzie jednak lubią symbole, doszukiwanie się ukrytych znaczeń, drugiego dna.
Jest to wygodne i upraszcza wiele spraw.
Uwalnia od myślenia.

 

Tak uważam, że takie pseudo głębie, rozgrzeszają ludzi z zaniedbania zbadania sprawy i wyciągnięcia wniosków. Skoro to tak mistyczne i tajemne, to i tak nie dojdzie nikt, do wszystkich prawd w tym zawartych.
Za to łatwo tak wykręcić tę „tajemnicę”, by uzyskać chcianą prawdę.

 

W każdym razie, skrzydlaty lew jest z Markiem kojarzony.
Stał się symbolem Wenecji. Republika Wenecka, umieściła go w swoim godle i na fladze.
Co za ironia. Marek, którego szczątki zbezcześcili Wenecjanie, ukradli, okazali mu jako Żydowi kompletny brak szacunku, stał się ich symbolem.
No tak, bądźmy precyzyjni, nie Marek a jego symbol, skrzydlaty lew oparty na książce.

 

Z czym jeszcze Marek przez swój symbol ma dzisiaj związek?
Z festiwalem filmowym w Wenecji, który odbywa się tam od 1932 roku.
Nagroda w tym konkursie, to oczywiście statuetka markowego lwa, tyle że spod nóg wyciągnięto mu książkę. Może zbyt kojarzyła się z Biblią.

 

Powiesz, że takie czasy, że symbole zmieniają znaczenie, są reinterpretowane.
OK, ale ten lew jest nadal znany jako lew świętego Marka Ewangelisty, patrona Wenecji.
Coś tu więc mi zgrzyta

Dlaczego?

Bo widzę jak symbole chrześcijańskie (mniejsza o to jak się nimi stały) są , ładnie to nazwę, reinterpretowane i tak Marek Ewangelista ze swoim lwem, może być nagrodą za film o wymowie antychrześcijańskiej.

 

Nic takiego się nie stało?
W sumie nic, symbol to tylko symbol, a ma znaczenie takie jakie ludzie mu nadadzą.
Dla jednych jest ważny i go szanują, dla drugich nie ma znaczenia.
Dobrze jednak, szanować to co dla innych ważne, ot taka zwykła kindersztuba.

Ciekawe, że tak luźno świat podchodzi do symboli chrześcijańskich, buddyjskich. Hm, bo ci, dla których są ważne, za ich prawdziwe lub domniemane bezczeszczenie, łbów nie odcinają maczetami, nie wchodzą z kałachami i nie wybijają wszystkich domniemanych i prawdziwych bezczeszczycieli symbolu?
… a może uważający się za chrześcijan są tak na luzie i tak mało związani ze swoją tradycją, systemem wartości, tak nowocześni, tak bardzo chcą być akceptowani, że nie zdobywają się już nawet na mały bojkot pewnych towarów, miejsc, imprez, jawnie idących pod prąd z tym czego uczy Jezus?

Tyle o Marku i przez niego wywołanych myśli. Kolejnym bohaterem cyklu będzie Łukasz.

Do napisania.

 

Beata

Brak komentarzy

Komentarze trzymające się tematyki artykułów na Podkopie są publikowane niezależnie od tego, czy są pozytywne czy negatywne. Te zawierające wulgaryzmy, hejterskie, spamujące linkami niezwiązanymi z komentowaną treścią, nie są publikowane. Obrażanie innych komentujących, osoby wymienione w artykule lub mnie, autora Podkopu, zaowocuje blokadą konta.

Zostaw komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

Translate »